DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY
Czy młodzi entuzjaści sztuki filmowej zdecydowali się podjąć studia medyczne, czy też lekarze szukający odskoczni od zawodowych stresów pokochali kino?
Nieważne. Jakiekolwiek były początki zamiłowania do ekranowej rzeczywistości, liczy się to, że mamy świetną okazję do spotkań i dzielenia swej pasji! Utworzony został bowiem Dyskusyjny Klub Filmowy Śląskiej Izby Lekarskiej. Klub, który nie nakłada praktycznie żadnych obowiązków - umożliwia za to spędzenie kilku godzin w miesiącu w towarzystwie ludzi obdarzonych pewną szczególną wrażliwością - czy też "niepokojem duchowym", który skłania ich do poszukiwania wciąż nowych Punktów Widzenia.
Inspiracją do stawiania pytań wykraczających poza codzienne "rutynowe" rozterki będą wyświetlane w Domu Lekarza filmy. Naszym zamiarem jest prezentowanie nie tylko uznanych arcydzieł kinematografii. Sięgniemy także po filmy mniej znane, ale zawsze takie, które skłaniają do refleksji. Często kontrowersyjne - ale o te kontrowersje właśnie chodzi; wszak nasz klub, jak wskazuje nazwa, ma być miejscem wymiany poglądów i dyskusji. Miejscem, gdzie emocje i intelekt nie stoją na przeciwległych biegunach, ale na równych prawach kształtują nasze sądy.
Chcemy, aby tematyka prezentowanych filmów "ocierała się" o problemy naszego środowiska. Interesować nas będą dylematy etyczne, życie i śmierć, zdrowie i choroba, władza i bezsilność.... Nie oznacza to jednak, że spotkania nasze muszą być zawsze bardzo "serio". Dobra komedia może być lekiem na codzienny stres i zmęczenie. Zresztą - dobór repertuaru i atmosfera będą zależały od Was, drogie koleżanki i koledzy. Jeśli, oczywiście, zechcecie poświęcić odrobinę swego wolnego czasu Dziesiątej Muzie. Chyba warto... bo jest to muza wdzięczna i urocza !
Stałym terminem naszych spotkań jest każda druga środa miesiąca, godzina 19-ta, a miejscem - aula Domu Lekarza.
Zapraszamy serdecznie ! Bez portfela, ale z "otwartą głową" !
Wojciech Bednarski
Koleżanki i Koledzy lekarze, uczestnicy spotkań Dyskusyjnego Klubu Filmowego!
W naszej działalności niejednokrotnie napotykaliśmy na kłopoty, starając się uzyskać zgodę na publiczne odtworzenie filmu z nośnika DVD. Negocjacje z dystrybutorami nierzadko nie przynosiły oczekiwanego pozwolenia i byliśmy zmuszeni do rezygnacji z pokazania wielu wartościowych obrazów. Od października 2009 roku sytuacja uległa pewnej zmianie - dysponujemy czymś na kształt "licencji zbiorczej", udzielanej przez Motion Picture Licensing Company. Daje nam to większą swobodę w dobieraniu repertuaru.
Niestety, z tą licencja wiąże się też dość istotne ograniczenie. Oto fragment z listy warunków:
"Żadne konkretne tytuły ani postacie z takich tytułów bądź nazwiska producentów nie będą reklamowane ani publikowane w formie ogólnodostępnej..."`
W tej sytuacji omówienia filmów, jakie zamieszczać będziemy w Internecie, zostaną pozbawione tytułów, nazwisk (bądź pseudonimów) bohaterów, nie podamy też, kto odpowiada za produkcję.
Przepraszamy za tę dość niezręczną sytuację, zapewniamy jednak, że w naszym lokalnym, branżowym biuletynie "Pro Medico" regularnie ukazują się `nieocenzurowane` wersje zaproszeń na seanse, w postaci mini-recenzji. Zachęcając do odwiedzania naszej strony www, prosimy zarazem o wyrozumiałość i ewentualne poszerzenie informacji o szczegóły zawarte w tradycyjnej, drukowanej formie.
Przypominamy też, że stałym miejscem spotkań pozostaje Dom Lekarza, a stałym terminem - druga środa miesiąca, godzina dziewiętnasta.
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie pięćdziesiąte dziewiąte)
Acta probant se ipsa
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie pięćdziesiąte trzecie i pięćdziesiąte czwarte)
Zwichnięte umysły i złamane serca
Film, którego pokaz zaplanowaliśmy na 8 czerwca, to zaczerpnięta z życia opowieść o niezwykłej przyjaźni. Pisząc „niezwykłej”, z pełną świadomością używam tego wyświechtanego nieco słowa. Dziś, w dobie sprawnego przepływu informacji – czasem ważnych, kluczowych – a czasem po prostu dziwnych bądź śmiesznych, coraz trudniej o osobliwość. I ciężko oprzeć się wrażeniu, że „wszystko już było”. Podobne refleksje muszą nachodzić dziennikarza –filmowego bohatera, kiedy na ulicach Los Angeles szuka tematu do felietonu. Gdy spotyka szalonego, niewątpliwie utalentowanego, bezdomnego grajka – uznaje, że ta historia niesie pewien potencjał… Nie przewiduje jednak, jak wielki wpływ na jego życie wywrze genialny, acz chory na schizofrenię muzyk. Śledząc rozwój skomplikowanej relacji między nimi, zastanawiamy się nad granicami prawa do ingerowania w czyjeś losy, nawet w imię najczystszych intencji. Jak dalece posunąć się możemy w naszej pomocy bliźniemu, jeśli nie zostaniemy o nią poproszeni? Czy da się uszczęśliwiać „na siłę”? Kiedy troska staje się presją? Jak cienka granica oddziela życzliwe zainteresowanie od próby sprawowania kontroli nad czyimś życiem? A w końcu, trzymając się muzycznych skojarzeń: Czy każdy musi grać w orkiestrze?
I nawet, jeśli dotrzemy do banału, odkrywając po raz kolejny, że łatwiej opatrzyć zranioną głowę niż duszę, to pewnie zostaną w nas obrazy z tej podróży…
„Gdzie ty, Kajus, tam i ja, Kaja” *
Kiedy bohaterka filmu przygotowanego na lipiec zostaje świadkiem zamieszania przerywającego dobroczynną galę, podzielamy przed ekranem jej zażenowanie. Podobnie jak ona słyszymy wręcz zgrzyt zderzających się ze sobą światów. Pozornie zaangażowane środowisko filantropów, sprawiające jednak wrażenie sztuczności (jak i biżuteria niektórych dam na owym bankiecie), konfrontuje się z autentyczną pasją człowieka niosącego realną pomoc tam, gdzie brakuje wszystkiego – nawet nadziei. Kto z tej kolizji wychodzi zwycięsko? Dla nas to oczywiste: doktor, który wtargnął na raut, promienieje wewnętrznym blaskiem, niczym mityczny heros. Przy okazji „podpalając” serce Amerykanki. Ale już kilkanaście minut później nieprzyjemne ciarki podstępnie zdobywają nasze plecy; reżyser wstrząsającymi obrazami wycieńczonych afrykańskich dzieci uświadamia nam, że zbyt skorzy jesteśmy do przyznawania sobie laurów szlachetności… Owszem, stać nas na prawe poglądy, wiemy, z kim trzymać i dlaczego. Pracujemy ciężko i uczciwie, zachowujemy zasady etyki i tylko z rzadka lubimy sobie ponarzekać. Ale czapki z głów, koledzy i koleżanki, przed tymi, którzy nie czytają teraz tego felietonu w wygodnym fotelu. Nie chodzą też na spotkania DKF-u, tylko w czterdziestostopniowym upale, oganiając się od insektów, opanowują drżenie skalpela… Albo wkłuwają wenflon, czekając na wstrząsy wtórne po trzęsieniu ziemi… Czy wchodzą do zaminowanych budynków, skąd słychać wołanie o pomoc… Przykłady można by mnożyć, jakkolwiek odrealnione wydają się z perspektywy europejskiego zapiecka; gdzie w gruncie rzeczy miło i przytulnie, nawet gdy czasem coś uwiera. Rzadko myślimy o tych spośród nas, którzy pod hasłem „robić swoje jak co dzień” skrywają prawdziwe bohaterstwo. I choć nie musimy ich naśladować – warto czasem unieść kciuk w górę, lekko się przy tym kłaniając. A przy okazji, spojrzeć z nieco większego dystansu na nasze powszednie bolączki. Może staną się wówczas bardziej znośne? Przekonajmy się 13 lipca.
* sentencja z rzymskiej przysięgi małżeńskiej
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie pięćdziesiąte drugie)
Życie przepełnione etylenem *
Śmierć jest zjawiskiem powszechnym, pierwotnym i chciałoby się powiedzieć – zwyczajnym... Z jednym zastrzeżeniem: Tylko wówczas, gdy nie rozpatrujemy jej jednostkowo! Im bardziej soczewka uwagi skupia nasze myśli na konkretnym przypadku, tym łatwiej daje się zauważyć jej skomplikowana faktura. Czujemy wręcz szorstkość i chłód. A choć stanowi pewne zakończenie, to raczej rozdziału, niż księgi – rodzinne sagi toczą się dalej, a opuszczeni natychmiast stawiają nowe znaki, początkowo zwykle rozmazane przez łzy… Bohater filmu, który pokażemy 13 kwietnia, nie nurza się w kojącej toni biernego żalu po stracie żony. Nie pozwala mu na to miłość do sześcioletniego syna, która będąc szczerą i czystą – okazuje się nieporadna w wychowawczym trudzie. A rzucający kostką los stawia go to na premiowanych, to znów niefartownych polach. Jak w chwili, gdy powraca syn z pierwszego małżeństwa… I choć ojciec nie miałby nic przeciw „straceniu kolejki”, szybko pojmuje, że musi walczyć – stawką jest zarówno przyszłość dzieci, jak i odzyskanie poczucia smaku. Smaku życia, rzecz jasna – innego, niż gorzki… Zapraszam was, moi mili, do kibicowania owemu dziennikarzowi sportowemu (cóż za „change of place”!) w tych zmaganiach.
Rosnący problem
Jeśli słyszymy o niepełnoletniej dziewczynie, będącej w ciąży, zwykle towarzyszą tej historii bardzo negatywne konotacje. Spytajcie losowo wybraną osobę o kilka skojarzeń do obrazka nastolatki z brzuchem… Usłyszycie zapewne: „nieodpowiedzialność”, „tragedia”, „puszczalska”, ….
Czy taki sposób myślenia o sytuacji służy komukolwiek lub czemukolwiek? Nie sądzę. Chyba, że zaspokajaniu niskich żądz… Niższych może niż ta, która przyczyniła się do poczęcia dziecka. Tak to już jest – większość Polaków lubi pogonić za sensacją, jak pies za kością. A w tym radosno-bezmyślnym biegu powymądrzać się, pogrozić palcem, zademonstrować swoją moralną przewagę. Zresztą – nie tylko Polaków… I nie jest to zjawisko nowe; w ewangelii według świętego Mateusza (tekście sprzed blisko dwóch tysięcy lat) czytamy: „Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości.” **
A czy można inaczej? Owszem, można. Udowodniła to autorka scenariusza do filmu, który pokażemy w maju… Nie sposób nie wspomnieć tu o barwnej osobowości tej dziennikarki, która po udziale w konkursie dla striptizerek – przez rok zarabiała rozbierając się na scenie… Wróćmy jednak do komediodramatu: Siła tego niezwykłego obrazu (a film traktujący o sprawach ważnych bez patosu, ale z humorem i mądrze, już z tej przyczyny staje się niezwykły – uwzględniając potoki spływającego z ekranów kiczu) tkwi w kapitalnie rozpisanych dialogach. W dodatku owymi dialogami obdzielono plejadę postaci nieco karykaturalnych. Upodabnia to dzieło reżysera do komiksu, co wydaje się zabiegiem celowym – zwróćcie uwagę na sposób realizacji czołówki! Wyborny to pomysł, bo komiks zwykle nomen omen „miksuje” fikcję i realizm w zmiennych proporcjach. Obawiam się jednak, że ciężar niefortunnie chyli się tu ku baśni… Co prawda, łatwo odnajdziemy w obserwowanej rzeczywistości przykłady sztubackich postaw, jak u jednego z drugoplanowych bohaterów. To próbka „syndromu Piotrusia Pana”, niczym zaczerpnięta z podręcznika psychologii. (Na szczęście grający go aktor, ocierając się o parodię, nie przeszarżował). Paradoksalnie to właśnie on, wieczny młokos, tchnie autentyzmem. Podobnie jak nieco nierozgarnięty ojciec dziecka. Ale co z pozostałymi? Czy spotkać można na co dzień równie wyrozumiałych i wspierających rodziców, jak ci, którzy wychowywali główną bohaterkę? Dziwne wydawać się może to wsparcie – dziwne w modnym świecie gestów na pokaz, wydmuszkowych poświęceń i pompatycznych słów. Polega bowiem na działaniu w dobrej wierze, w akceptacji zaistniałych okoliczności i potraktowaniu ich nie jak utrapienia, ale kryzysu do zażegnania w możliwie najlepszy sposób. Z poszanowaniem ludzkiego prawa do błędu, ale i wyboru drogi jego naprawienia… A czy współczesne nastolatki potrafią dojrzewać tak szybko, wykorzystując doświadczenia życia nie do prowadzenia internetowego blogu, ale samookreślenia w „dorosłych” decyzjach, skrystalizowania własnego światopoglądu? Wątpiąc – obym się mylił…
Film po premierze sprowokował debatę publiczną, dotyczącą aborcji i adopcji. Został przez niektórych uznany za jeden z czynników, warunkujących zmniejszenie ilości zabiegów przerywania ciąży wśród niepełnoletnich dziewcząt; pisał nawet o tym niespodziewanym efekcie tygodnik Time. Jeśli więc chcecie, drodzy kinomaniacy, zobaczyć obraz społecznie zaangażowany, a zarazem lekki jak musujące wino (i na swój sposób uderzający do głów) zapraszamy do naszego Klubu Filmowego 11 maja. A jeśli to za słaby argument, by Was przekonać, dorzucę rewelacyjną grę młodej odtwórczyni roli głównej, oraz naprawdę niezłą ścieżkę dźwiękową…
* etylen – bezbarwny gaz, którego działaniu poddaje się owoce celem szybkiego doprowadzenia ich do stanu dojrzałości.
** przekład za „Biblią Tysiąclecia”
Wojciech Bednarski
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie pięćdziesiąte pierwsze)
„Można odejść na zawsze, by stale być blisko” *
W literaturze czy w życiu - spotykamy się z pojęciem „godna śmierć”. Zastanawialiście się Państwo, co ten termin właściwie oznacza? Przymiotnik „godny” bywa różnie definiowany; najczęściej w słownikach napotkamy na określenie „wart czegoś lub kogoś”. Czego warta może być chwila, gdy bezpowrotnie tracimy szansę na zapisanie nowego rozdziału w kronice naszej ziemskiej wędrówki? Jakie walory znaczą tak wiele, że zgodzilibyśmy się zaoferować w zamian ostatnie tchnienie? To trudne pytania. Niektórzy poszukują nań odpowiedzi przez wiele lat, a znajdują dopiero w ostatniej godzinie; inni nigdy ich nie zadają. Bywa tak, że ci, którzy mieli swe przekonania, wyrzekają się ich w lęku agonii. Miejmy jednak świadomość: los rzadko dopuszcza do targów. Zwykle nie wybieramy ani momentu, ani sposobu śmierci. Etycy i filozofowie dyskutują o tym, czy dobrze to, czy źle. Te polemiki wbrew pozorom nie są pozbawione znaczenia praktycznego – mogą zaważyć na przykład na prawnym usankcjonowaniu eutanazji… Ale niech dysputę podejmują ci, którzy o śmierci coś wiedzą. Jak i o smaku życia, rzecz jasna! I choć wiedza zaczerpnięta z książek czy filmów niewiele znaczy wobec tej opartej o doświadczenie, zapraszam Was przed ekran 9 marca – na dramat nagrodzony statuetką Oscara…
Nieobecni mają głos
Czy martwi ingerują w nasze poczynania? Wielu z Was żachnie się na takie pytanie, twierdząc, że nie wierzą w życie pozagrobowe. Inni powiedzą, że duchy istnieją, lecz raczej nie interesują się doczesnymi problemami. Znajdą się może i tacy, którzy zapewnią o swoich kontaktach z zaświatami… Jedno jest pewne: Jeśli uwolnimy się od ezoterycznych skojarzeń i spróbujemy spojrzeć oczami psychologa, szybko dojdziemy do wniosku, że owszem – zmarli poważnie wpływają na nasze decyzje. Kiedy staramy się wypełnić ich ostatnią wolę, działamy niczym zaprogramowani określonym algorytmem. Kiedy chcemy uczcić ich pamięć, decydujemy się na podjęcie kroków niekoniecznie wypływających z bieżących potrzeb. Czasem zaś próbujemy ich po prostu zastąpić… To właśnie może okazać się najtrudniejszym wyzwaniem.
Bohater filmowej opowieści, jaką pokażemy w kwietniu, po śmierci żony usiłuje sprostać zadaniu wychowania synów. Dobre przysposobienie do życia naszych latorośli to bodaj najbardziej skomplikowana, choć i najszlachetniejsza powinność. Z jednej strony szalenie delikatna, z drugiej – wymagająca często żelaznej konsekwencji i wytrwałości. Wdowiec nie ma łatwego startu w tej misji: Wpierw musi poradzić sobie z traumą pożegnania ukochanej… A przecież ojcowskich obowiązków nie może odłożyć do chwili okrzepnięcia po stracie. Sześciolatek potrzebuje uwagi i miłości, dom wymaga codziennej krzątaniny, a wyrozumiałość pracodawcy ma swe dość sztywne granice. Owszem, nie zostaje zupełnie pozbawiony pomocy – rodzice żony natychmiast sygnalizują gotowość wsparcia. Ale choć ich intencje niewątpliwie są dobre, to relacje zięcia z teściami już nie tak bardzo… Na początku postawiony w trudnej sytuacji mężczyzna postanawia nie ulec panice, stosując zasadę: Im mniej ingerencji, tym lepiej. Wszystko powinno się ułożyć w sposób naturalny. Ta strategia najwyraźniej jednak zawodzi, a o stabilizacji nie ma mowy: Powraca starszy syn z pierwszego małżeństwa, a na horyzoncie pojawia się rozwódka z córką, wprawiając serce w uczuciowy niepokój…
Idea medycyny rodzinnej poszerza tradycyjny obszar zainteresowań naszej profesji, nawet, jeśli w klasycznym ujęciu jest on pozornie totalny: Obejmuje człowieka od chwili jego poczęcia do śmierci (przy czym ta końcowa granica dla patologa przesuwa się jeszcze trochę dalej…). Dla lekarza rodzinnego ci, którzy odeszli, nie muszą być nieobecni. Nie ujmując im godności, stanowią element układanki, która przedstawia psychosomatyczną mapę zdrowia rodziny. I nie chodzi tu o wyręczanie psychiatry w orzekaniu o destruktywnej roli stresu związanego z utratą najbliższych… Raczej o potrzebę uwzględnienia wszystkich czynników mogących zaważyć na kondycji familii. Ale to nie jedyna refleksja, warta dyskusji, jaką prowokuje film - przekonajmy się 13 kwietnia!
* Cytat z krypty ks. Twardowskiego
Wojciech Bednarski
P.S. Wszelkie zapytania i uwagi dotyczące Dyskusyjnego Klubu Filmowego proszę kierować na adres: ciech@mp.pl Stałym miejscem spotkań pozostaje Dom Lekarza, a stałą godziną – dziewiętnasta.
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie pięćdziesiąte)
Można zwyciężać nawet gdy los nie gra fair play!
Wszyscy nosimy w sobie geny przodków. Zastanawiamy się czasem, czym od nich się różnimy? W którym momencie mutacje pchnęły nas na nowe tory, modyfikując nasz wygląd, zdolności, zachowanie? Ten sposób myślenia zawdzięczamy prekursorowi teorii ewolucji – Darwinowi. Zauważcie, moi drodzy, pewną analogię: Współczesna nauka, w całym swym rozkwicie, nosi w sobie zalążki idei i przemyśleń, powstających w ludzkich umysłach od chwili rozwoju świadomości. One także zmieniały się na przestrzeni dziejów. Przetrwały te, które najlepiej radziły sobie z deskrypcją świata. Rzecz w tym, że ich autorzy musieli nie tylko rzeczywistość opisywać, ale i ścierać się z nią; rzadko o tym myślimy, czytając naukowe dzieła. Dramat, zaplanowany na 9 lutego, uświadamia nam, jak istotny wpływ owe zmagania z losem wywierały na każdą niemal stawianą literę. Przypomina we wzruszającej opowieści, że uczeni prócz intelektu – obdarzeni są uczuciami. I choć to rozum kształtuje koncepcje, porywy serca mogą wytrącić pióro z ręki. Logika i emocje czasem stają naprzeciw siebie… Ale burza przynosi często ożywczy deszcz.
Cios w serce
Wielka jest pokusa zbudowania sobie – na własny użytek – prostego modelu świata. Podręcznej miniaturki, w której to, co dobre, wyraźnie oddzielone jest od tego, co złe. Białe od czarnego, gładkie od chropowatego… Na tej makiecie łatwo jest oznaczyć cel, wytyczyć kierunek, spojrzeć z góry i zawczasu nanieść poprawki. Oczywiście, im bardziej uwierzymy w to, że nasz szablon da się przyłożyć do życia – w dowolnym jego momencie – tym boleśniejsze rozczarowanie. Przychodzi ono prędzej lub później, różne pozostawiając skutki… Niektórzy popadają w melancholię, inni gorzknieją. Są i tacy, którzy zacisnąwszy zęby próbują tworzyć nową osnowę, nową konstrukcję z wartości i idei, którym warto poświęcić życie. Ostrożnie wplatają w nią nici bieżących wydarzeń; z jednej strony – nie tak już pewni swoich racji, z drugiej – o wiele przecież mądrzejsi. Taki właśnie jest bohater filmu, który zobaczymy w marcu. Piękna filmowa parabola (element języka kina!), ukazuje jego codzienne wizyty w kościele. Stanowią one okazję do pytania duchownego o dogmaty… To właśnie owa życiowa mądrość, nie naiwność, upoważnia bohatera do dyskusji. Kiedy los stawia na jego drodze adeptkę pięściarstwa, dziewczyna budzi w nim irytację. Wydaje się być tak nieopierzona! Wie czego chce, nie uznaje kompromisów, nie widzi własnych ograniczeń. Przy tym wskrzesza dawne wspomnienia… I choć nasz bohater jest mistrzem w opatrywaniu sportowych obrażeń i nie ma sobie równych w tamowaniu krwi – jego blizny znów broczą. Ale dziewczyna jest równocześnie balsamem. Między postaciami wytwarza się coraz silniejsza więź, a proces jej umacniania pokazano z delikatnością i ciepłem. Jeśli zakrzykniecie, drodzy przyjaciele: „No, jasne! Wiadomo, jak potoczy się intryga…” – uważajcie. Znów ulegacie pokusie przykładania szablonu!
Owszem, pewne wątki zmierzają do przewidywalnego zakończenia. Czeka nas jednak fabularna wolta, która zwiększając wagę stawianych pytań ponownie wciska w fotel, dosłownie przytłaczając. Nie chcąc zdradzać zbyt wiele, podzielę się pewną refleksją: W naszym zawodzie wiele dyskutuje się na temat poprawy jakości życia pacjentów. Temu służyć mają leki, operacje paliatywne, rehabilitacja. Znacznie rzadziej jednak mówi się o jakości umierania. To także ważny temat… I jeszcze jedno. Dopiero po obejrzeniu dramatu, który przygotowaliśmy na 9 marca, naprawdę zamyśliłem się nad sentencją Antoine’a de Saint-Exupéry: „To, co nadaje sens życiu, nadaje także sens śmierci”. Czy zgodzicie się z pisarzem po projekcji?
Wojciech Bednarski
P.S. Wszelkie zapytania i uwagi dotyczące Dyskusyjnego Klubu Filmowego proszę kierować na adres: ciech@mp.pl Stałym miejscem spotkań pozostaje Dom Lekarza, a stałą godziną – dziewiętnasta.
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie czterdzieste dziewiąte)
Męczennicy nauki i sztuki, rewolucja i ewolucja
Wyobraźcie sobie piętnastoletnią meksykankę, która uczęszcza na spotkania grupy politycznej, zmienia brzmienie swego niemieckiego imienia i rozgłasza fałszywą datę swoich urodzin... Chęć odmłodzenia się wprowadziła niemałe zamieszanie w pracy późniejszych biografów. Gdyby była Polką, usłyszałaby zapewne, że ma „ułańską fantazję”. Rzeczywiście: fantazji i inwencji nie brakło jej do śmierci, o czym przekonuje nas ambitny film poświęcony tej uznanej malarce. Owocem mariażu wyobraźni i tragicznych wydarzeń, które ją dotknęły, stały się niezwykłe płótna. Swą plastycznością przemówić mogą do każdego, ale treść odszyfrować zdołamy dopiero po zapoznaniu z faktami z jej życia. A dramat, który zobaczymy 12 stycznia, pozostawia nas z mieszanymi uczuciami: Współczucia, podziwu, ale także irytacji i zażenowania. Chcąc opisać to dzieło, ulegam pokusie użycia języka kiperów: Owocowe nuty, lecz zrównoważone posmakiem goryczki i lekką kwaśnością. Łączą się w bukiet głęboki i harmonijny. Długi finisz – nie na języku, lecz w myślach… Zapraszam koneserów dobrego kina.
Walka o byt - tryumf odwagi
Współczesna wiedza przypomina wielopiętrowy gmach – prawdziwy drapacz chmur, który rzecz jasna ciągle jeszcze się wznosi; równie oczywiste jest to, że nie zostanie nigdy ukończony. Już teraz jednak prezentuje się okazale, a widok z ostatniej, powstającej właśnie kondygnacji, zapiera dech w piersiach. W jego budowie biorą udział geniusze i rzemieślnicy. Jedni wykańczają detale, inni sprzątają tylko po robotnikach. Są jednak i tacy, którzy stawiają ściany nośne, czy tworzą te elementy konstrukcji, bez których nie mógłby wznieść się ponad lepianki. Wymieńmy chociażby Archimedesa, Kopernika, Galileusza, Newtona, Pasteura… W tym poczcie głów nie koronowanych, acz znaczących więcej niż gros władców, nie mogłoby zabraknąć bohatera melodramatu, jaki pokażemy 9 lutego. Film nakręcony równo 200 lat po narodzinach badacza i 150 lat po opublikowaniu jego przełomowego dzieła, stanowi rodzaj hołdu dla uczonego. I nasza branża wiele zawdzięcza jego pracom… A choć akademicką edukację rozpoczął właśnie na wydziale medycyny, studia zaniedbywał...
Zainteresowała Was ta ciekawostka? Otóż właśnie: Częstokroć równie pasjonujące, co naukowe poglądy i wywody, bywają biografie ich twórców. Niejednokrotnie, podziwiając dzieło czyjegoś intelektu czy talentu, zastanawiamy się: W jakich okolicznościach ono powstało? Co uskrzydlało autora, a co zniechęcało do pracy? Dlaczego to właśnie on zapisał się w annałach dziejów? I czy równie istotny ślad pozostawił w pamięci swych bliskich – nie jako postać publiczna, ale krewny, przyjaciel, towarzysz? Właśnie taką – ludzką historię, a nie faktograficzną opowieść snuje reżyser. Dzięki temu możemy z dużą dozą wzruszenia zastanawiać się, jak dalece los nie szczędził uczonemu cierpienia. Załamanie po śmierci córki, kryzys małżeński, kłopoty z własnym zdrowiem, bezpardonowe ataki na dorobek intelektualny – człowieka słabszego duchem doprowadziłyby zapewne do wycofania się z życia społecznego i zamknięcia w sobie. Czy wydarzenia ukazane w filmie, odległe wszak w czasie, korespondują z naszymi współczesnymi problemami i rozterkami? Podyskutujmy przed ekranem!
P.S. Wszelkie zapytania i uwagi dotyczące Dyskusyjnego Klubu Filmowego proszę kierować na adres: ciech@mp.pl Stałym miejscem spotkań pozostaje Dom Lekarza, a stałą godziną – dziewiętnasta.
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie czterdzieste ósme)
„Jeśli ból jest ludzki, nie jesteśmy ludźmi tylko by cierpieć.”
- Jorgos Seferis
Depresja otacza nas jak wielkomiejski smog. Zwykle niezauważana; bywa, że obserwujemy ją apatycznie gdzieś za oknem. Lecz czasem podpływa blisko, dławiąc i dusząc. Zjawisko powszechne, wobec którego zdążyliśmy już, być może, zobojętnieć. Niesłusznie!
Udręka duszy zainspirowała powstanie niejednego dzieła sztuki, sama stała się też bohaterką wielu utworów dramatycznych – wymienię dla przykładu IV część „Dziadów” Mickiewicza, „Cierpienia młodego Wertera” Goethego, czy „Nową Heloizę” Rousseau. Nieco mniej znane są filmy, poświęcone depresji. Proponujemy Państwu studium przypadku: Pokażemy opowieść zrealizowaną na podstawie biografii amerykańskiej adwokat i dziennikarki. Nie znajdziemy w niej porad – raczej przestrogi. Bez moralizatorskiego tonu; dyskretne, nienachalne, choć trudno je nazwać subtelnymi. Jak zapada się na depresję? "Stopniowo, stopniowo i... nagle" - tak określa to w pewnym momencie główna bohaterka. Przyjrzymy się owemu „stopniowo”. Spróbujemy rozpoznać symptomy zbliżającej się katastrofy, podobnie delikatnemu drżeniu, zwiastującemu trzęsienie ziemi. A potem zobaczymy walące się mosty. Czy ta kwerenda czegoś nas nauczy? Przekonajmy się 8 grudnia!
Celuloid jak płótno
Człowiek rozumny szczycić się może (wierzę w to głęboko) odwagą nieustannego atakowania problemów. Nawet tych, które z racji swej natury uznamy a priori nierozwiązywalnymi… I nawet takich, na których „połamali sobie zęby” najwięksi myśliciele w historii cywilizacji. Paradoksalnie bowiem, to nie konkluzja, ale poszukiwanie ścieżek wiodących do prawdy, ubogaca najbardziej. Trochę podobnie jest w sporcie: Wszak nie bicie rekordu rzeźbi sylwetkę olimpijczyka, lecz wytrwały trening…
Jedno z zagadnień, stanowiących odwieczną zagadkę filozofów i teologów, stanowi oś biograficznego filmu poświęconego meksykańskiej malarce: To pytanie o sens cierpienia. O to, czy bardziej ubogaca – czy wręcz przeciwnie: degeneruje i wypacza. A także o to, który ból jest dotkliwszy, trudniejszy do zniesienia: fizyczny, czy duchowy? Jakkolwiek spierać się możemy w owych kwestiach, jedno pozostaje pewne… Nie sposób zrozumieć twórczości tej surrealistki, nie zgłębiwszy wpierw udręki wpisanej w jej życiorys. Czy wolna od prześladujących ją zgryzot wykreowałaby równie przejmujące obrazy? Tego nie dowiemy się nigdy. Ale czy jakiekolwiek dzieło (nieważne, ile warte na aukcjach) stanowić może rekompensatę chwil, które wbijały sztylet w to wielkie serce?
Medycyna bezwzględnie walczy z cierpieniem. Anestezja, analgezja, antydepresanty – to nasza świetlista broń. Ale wróg jest podstępny i cierpliwy; uderza znienacka i znów chowa się w cieniu. Czasem nie pozostaje nic innego, niż próba oswojenia go.
Jednym z cierni w życiu bohaterki była trudna miłość do niewiernego partnera. Lecz choć napełniała ją goryczą, stanowiła zarazem źródło siły, pozwalającej czerpać nadzieję na lepsze jutro.
Film niezwykle piękny jest w warstwie plastycznej. Dzięki komputerowym efektom „ożywiania” obrazów dostajemy mariaż celuloidu i płótna. Nasycone kolory harmonizują z delikatnością muzyki, stylizowanej na meksykański folk (nagrodzonej zresztą statuetką Oscara).
Jeśli przekonałem Was, kochani, że warto poświęcić 2 godziny na spotkanie z niezwykłą kobietą, o kontrowersyjnej urodzie, problematycznym charakterze, ale niepodważalnej charyzmie – zapraszam 12 stycznia.
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie czterdzieste siódme)
Życie, wieczna tęsknota
Z filmu, który zaprezentujemy 10 listopada, płynie zachęta do ostrożnego sceptycyzmu wobec narzucanych nam norm. Pewna nieufność dla cudzych doświadczeń jest w nas wręcz biologicznie zakodowana. Wiemy, że kto raz sparzy się ogniem, więcej do niego ręki nie włoży. A ostrzegany? Sami wiecie… Wykonując na
W Wikipedii czytamy, że w thrillerze psychologicznym występuje konflikt między głównymi bohaterami, leżący na granicy ich psychiki i emocji. A jeśli bohater jest tylko jeden? Czy da się skonstruować dreszczowiec z tak okrojoną obsadą? Przekonajcie się sami, 14 grudnia.
Czas skondensowany
Sejsmologia szaleństwa
Przestrzeń wewnętrzna: wygnanie czy azyl?
DYSKUSYJNY KLUB FILMOWY ZAPRASZA ! (Spotkanie pięćdziesiąte ósme)







